Odkąd sięgnę pamięcią zawsze ciągnęło mnie do wody. Niestety, w dzieciństwie nie miałam zbyt dużo możliwości aby rozwijać swoje zainteresowanie w tym względzie. Dopiero pod koniec szkoły podstawowej, kiedy otworzono basen w mojej miejscowości, zaczęłam nadrabiać zaległości w pływaniu. Niestety, z powodu ciężkiej choroby płuc, moja przygoda z pływaniem stanęła w pewnej chwili pod wielkim znakiem zapytania. Na przekór wszystkiemu postanowiłam jednak nie rezygnować z marzeń i mimo przeciwwskazań wróciłam do pływania. Początki były trudne. Gdyby nie wsparcie i motywacja jaką otrzymałam od kolegów ratowników pewnie bym się już dawno poddała. Całe szczęście udało się. Przekonałam własny organizm, że pływanie to jest to, co mrówki lubią robić najbardziej. Ukończyłam kurs młodszego ratownika, a potem, w ramach doskonalenia umiejętności trafiłam na kurs nurkowania.
|

Szkolenia rozpoczęłam w systemie CMAS, jednym z bardziej wymagających systemów kształcenia płetwonurków na świecie. Pierwsze szkolenie zaliczyłam w zupełnie nieoczekiwanych dla mnie warunkach. Otóż, podczas jednego z nurkowań instruktorowi skończyło się powietrze. Po sygnalizacji braku powietrza instruktor zasugerował wynurzenie. Ja jednak, nie chcąc tracić nurkowania, oddałam mu swój podajnik powietrza. I tak wymieniając się ustnikiem dokończyliśmy spokojnie nurkowanie. Po wyjściu na powierzchnie dowiedziałam się, że właśnie zaliczyłam kurs. Na początku nie bardzo wiedziałam dlaczego. Dowiedziałam się jednak, że moje spontaniczne podzielenie się powietrzem, zwłaszcza na początku nauki nurkowania, należy raczej do rzadkości. Adepci nurkowania przeważnie kurczowo trzymają ustnik przy buzi i niechętnie dzielą się powietrzem w warunkach zagrożenia. Wtedy to dopiero uświadomiłam sobie, że nurkowanie to nie tylko przyjemność, to także ogromna odpowiedzialność za osobę towarzyszącą pod wodą. Oczywiście im bardziej wyszkolony nurek tym większa odpowiedzialność na nim spoczywa. Dobrze jednak, że świadomość ta dotarła do mnie na samym początku mojej przygody z nurkowaniem. Sport ten, podobnie zresztą jak Aikido, uczy mnie zdyscyplinowania, uporządkowania a przede wszystkim odpowiedzialności za drugą osobę.

Wracając do przyjemnych aspektów nurkowania, pierwszy raz świat pod wodą miałam okazję podziwiać z perspektywy jeziora Piłakno. Przyznać się jednak muszę, że początkowo zmuszona byłam podziwiać li tylko podwodną roślinność. Ryby zaczęły się pokazywać dopiero po tym, jak nauczyłam się sprawnie obsługiwać kamizelkę wypornościową. I wtedy dopiero nurkowanie nabrało smaku
;) Choć należy w tym miejscu dodać, że nurkowanie na Polskich jeziorach wcale nie należy do łatwych i przyjemnych. Z powodu słabej widoczność praktycznie pływa się w parach. Więc nawet jeżeli sama zachowałam się przyzwoicie pod wodą, wcale nie musiało to oznaczać udanego, pod względem widoków, nurkowania. Z tego właśnie względu, z początkowych moich nurkowań najciekawiej wspominam nocne zanurzenia. Wówczas to ryby nieco śpiące i oszołomione światłem latarki pozwalały podziwiać się z bardzo bliskiej odległości, a czasami nawet i dotknąć
:).
Po eksploracja wód na polskich jeziorach przyszedł czas na zagraniczne eskapady. Dopiero wówczas zrozumiałam co to znaczy wielki błękit. Widoczność 20-30m, ciepła woda, bogata flora i fauna morska
:). Po takich widokach nie ma co się dziwić, iż polskie wody zostają dla większości nurków tylko miejscem szkoleń. Już kilka sezonów spędziłam na zwiedzaniu wód Adriatyku i przyznać muszę, że ciągle mam niedosyt. Jak dobrze, że już niedługo znowu wakacje
:)