|
II Obóz Aikido Rogowo: 28 czerwca - 6 lipca 2008 roku
Galerie
Przybyłem dzień później niż wszyscy... i do dzisiaj nie mogę sobie tego darować. Jeden dzień tygodniowego obozu to 14,2% straty wspaniałego czasu. Obiecuję sobie, że na każdy kolejny przyjadę na czas. I uwierzcie mi, że "lukier", który ugotowałem w tych pierwszych zdaniach wcale nie jest przesłodzony - obóz naprawdę był super. Wszystko było super: żywioły nam sprzyjały, nawet słońce zachodziło tylko na kilka godzin. Wiem to, bo raz wytrzymaliśmy w wąskim gronie do jego wschodu, by po tym symbolicznym spoczynku, bez żadnej przerwy śledzić nasze postępy w uprawianiu Aikido.
Oprócz słońca: lekki do średniego wiatr NE lub NW i temperatura w granicach 20oC - unikalny mikroklimat kołobrzeski; no proszę wycieczki - tylko żyć, plażować się popijając napoje stworzone w tym celu i NIC ale to NIC nie ćwiczyć. No, ale wtedy to nie byłby II Letni Obóz Aikido Kołobrzeskiego Klubu Aikido tylko jakiś idiotyczny, nudny, demobilizujący, dekadencki, dezintegrujący, demotywujący wypoczynek nad morzem.
My przyjechaliśmy trenować dwa razy po dwie godziny dziennie (jak to można wytrzymać?!) i dokonywać systematycznych postępów przede wszystkim w Aikido, a Paweł Zdunowski (4 dan), prowadzący zajęcia, uczynił wszystko co w ludzkiej mocy aby nam przekazać choć ułamek jego wiedzy. Pomagali mu w tym dzielnie: Hung Viet Hoang (2 dan), który rozgrzewał nas o poranku zajęciami z Tai Chi - dla mnie to było ciekawe odkrycie, bo sądziłem, że Tai Chi to zajęcia raczej dla osób starszych, niedołężnych i emerytów (pozdrawiam L. i W. :) ), a okazało się nie lada wyzwaniem. Dodatkowo mogliśmy prześledzić związki Tai Chi z Aikido, kwestie dystansu i relacji Uke - Tori na jednym z treningów prowadzonych przez Hunga. Hung ponad to ochotniczo utrwalał w kamerze co ważniejsze wydarzenia obozu i wszyscy czekamy w napięciu na efekt tych działań. Ryszard Leśniewicz (3 dan) sensei ze Szczecinka, prezentował techniki z tanto oraz kilka technik praktycznej obrony przed "uliczną" agresją.
Ja osobiście z tego treningu szczególnie zapamiętałem, że nie należy zbliżać się do Agnieszki, gdy otwiera drzwi, bo można dostać w ryja z półobrotu - nawet jeśli intencje zbliżającego się są zbożne (oczywiście w przekazie Rysia ta technika wyglądała nieco inaczej, ale tego pewnie się domyślacie). Jacek Zniszczyński (1 kyu) vel Wiedźmin zwany też Fumo Bianco, poprowadził bardzo ciekawy trening lingwistyczny z Jo w tle. No ja - stary człowiek, nie mogłem zapamiętać więcej niż trzy nazwy z dwudziestu suburi zaprezentowanych przez Wiedźmina. Młodzi może łyknęli dwie nazwy więcej. Ale Jo ze szkoły Takemusu Aikido było bardzo interesujące i ja czuję się zachęcony do kontynuacji tego wątku w Aikido. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że: "...Jednoręki bandyta w ataku ósemkowym wyglądałby w ten sposób..."(katate hachi no ji gaeshi) i "...Co zrobić, żeby dojść, nie utrudniając sobie przy tym roboty, bo Aikido to naturalna sprawa...", ale też że "...Róbcie to z taką miłością z podtekstem nienawiści..." oraz że "...O wiele trudniej, ale o wiele łatwiej nam się to wszystko pojmuje...". To kilka wyjątków z Wiedźmina, skrzętnie spisanych przez Pawła i myślę, że z powodzeniem możemy je wypróbować w życiu codziennym. Powodzenia.
No i oczywiście nasz "spirytus" movens czyli Lech Misiarek (2 dan), który oprócz wysiłków organizacyjnych zwieńczonych w 100% sukcesem, poprowadził jeszcze trening pt. "A co jeśli technika nie wyjdzie".
Tak jak w ubiegłym roku trenowaliśmy na plaży, czym wzbudziliśmy ciekawość okolicznych plażowiczów, a na koniec kilku obozowiczów zaprezentowało swoje umiejętności w trakcie egzaminów na stopnie kyu.
Ponieważ nie samym Aikido człowiek żyje, to w trakcie obozu mieliśmy kilka atrakcji rekreacyjno-towarzyskich. I tak część z nas "odleciała" w przestworza na motolotni pilotowanej przez Krzyśka (ale miałem "pietra" w głębokim zakręcie!). Krzysiu, wielkie dzięki!
Kilka razy integrowaliśmy się przy grillu, ognisku, podczas wyjazdu do Kołobrzegu uczestniczyliśmy w festiwalu szanty (sektor "Ż", stolik nr 82345, trzeci na prawo za murem obronnym). Wreszcie ostatniego dnia propagowaliśmy Aikido w Trzebiatowie, gdzie Paweł rzucał nami z maestrią, a wszystko to działo się pomiędzy stworami zwanymi "strong man", którzy w przytomności niezliczonej gawiedzi sami dźwigali różne ciężkie przedmioty, jakby nie mogli wynająć pana Józka ze sztaplarką.
Na obozie spotkaliśmy się w gronie Aikidoków z Kołobrzegu, Trzebiatowa, Mrzeżyna, Warszawy, Gdańska, Słubic, Tucholi i Chojnic (kolejność przypadkowa) i z mojej obserwacji (byłem też w zeszłym roku) wynika, że to grono będzie się powiększało w kolejnych latach. Piszę to z głębokim przekonaniem, bo już zarezerwowałem czas na III Letni Obóz Aikido w Rogowie w przyszłym roku. Czego i wam życzę...
Darek Kamiński
Galeria zdjęć autorstwa M. Kamińskiej, D. Kamińskiego, L. Misiarka, P. Zdunowskiego i innych:
|