Warszawski Klub Aikido Aikikai - Paweł Zdunowski Warszawski Klub Aikido Aikikai - Paweł Zdunowski Warszawski Klub Aikido Aikikai - Paweł Zdunowski Warszawski Klub Aikido Aikikai - Paweł Zdunowski Warszawski Klub Aikido Aikikai - Paweł Zdunowski Warszawski Klub Aikido Aikikai - Paweł Zdunowski Warszawski Klub Aikido Aikikai - Paweł Zdunowski Warszawski Klub Aikido Aikikai - Paweł Zdunowski


Zakończenie wolontariatu Ryoty Kinoshita w naszym klubie


Galerie

27 listopada 2007 wyleciał z Polski do domu ostatni wolontariusz JICA w Polsce - Ryota Kinoshita.
Spędził z nami dwa lata - zarówno na macie, jak i w życiu prywatnym.
Zapraszamy do obejrzenia galerii z ostatniego treningu w okresie wolontariatu, poprowadzonego przez niego w Dojo Koło, pożegnalnej imprezy zorganizowanej dla niego przez nasz klub oraz przeczytania wrażeń
Ani Gruszki...

Zastanawiam się jak Cię pożegnać,
I jak ubrać w słowa...
Twoje oddechy spolszczone,
Oddechy japońskich ust?
I to, że język był tak niemy,
A słowa długie i szeleszczące


Uśmiech powie,
Oczy powiedzą,
Ręce powiedzą,
Słowa zamilkną...
Tak Cię pożegnam.

Tym wierszem, chciałam pożegnać Ryotę Kinoshitę, bo wiem jak trudno nieraz było mu właśnie pokonać barierę języka. I zastanawiam się jak mam go tu opisać. Za czym będziecie tęsknić najbardziej? Za Ryotą - senseiem, Ryotą - kumplem, Ryotą - przyjacielem, a może nie będziecie tęsknic wcale, bo go nie znacie, ani on was nie zna. Spróbuję, zatem opisać garstkę swoich uczuć i obrazów, jakie będę przechowywać w pamięci.

O Ryocie słyszałam już zanim przyszłam na trening. Był jak egzotyczny kwiat, który trzeba zobaczyć. Zagadkowy jegomość z daleka. Potomek samurajów, na co żadne z nas nie miało szans i mieć nie będzie. Niewysoki, drobny i energiczny. Tak go zapamiętam. O ciele akrobaty, które potrafi wyginać się w każdą niemal stronę i robić szpagaty, jakich nikt z nas nie potrafił. W myślach nazywałam go czasem japońskim Piotrusiem Panem, bo wyglądał jak chłopiec, któremu czas darował zmienność i przemijanie.

Zawsze mogilśmy z nim porozmawiać i ta rozmowa toczyła się na dwóch płaszczyznach. Jedna była dla niego mozolna, trudna, kolczasta. To przedzieranie się przez polski alfabet, fleksję, fonetykę... Dżungla amazońska języka. Druga płaszczyzna składała się z powitalnych uśmiechów, pożegnalnych uścisków, kiwnięć głową, dźwięków. Ogólnoludzki język, rozumiany na całym świecie. Znany jak coca-cola.

Nie znaczy to jednak, że Ryota z językiem polskim nie walczył. Tylko ten, kto znalazł się w podobnej sytuacji jest w stanie zrozumieć, co znaczy nie móc wypowiedzieć tego, co pomyśli głowa i jaka to ciężka walka... Pamiętam jak kiedyś w drodze do dojo spotkałam Ryotę w czasie, gdy przepisywał słowa z wielkiego billboardu reklamującego drukarki... I zawsze, zawsze miał przy sobie "ukochany" słownik polsko-japoński... Może gdyby ta walka z językiem polskim toczyła się na bokkeny :-) ? O ileż byłoby Ryocie łatwiej?

Pomnażał przyjaźń, jak talenty z biblijnej przypowieści. To on zaprosił senseia Shimamoto. Sensei Shimamoto przywiózł ze sobą swoich uczniów i żonę. Dzięki temu Japonia przybliżyła się do Warszawy o wiele, wiele kilometrów. Dowodzi to z resztą, że kraj tworzą ludzie, a nie terytoria. Ryota uczestniczył także w pokazach, stażach i w gali "30-lecia aikido w Polsce". Jeździł z nami na obozy, robił niezapomniane rozgrzewki kuciuków, uczył wszystkich, że piersi głowa, potem ręce. Tego nie zapomni chyba nikt?

Dwa lata upłynęły. 24.XI.2007 roku odbyło się pożegnalne przyjęcie. Wspólny posiłek, wręczanie prezentów, pamiątkowe zdjęcia, uśmiechy, kilka słów. Dwa dni wcześniej Ryota poprowadził swój ostatni trening w Dojo Koło, można by rzec, że "koło" się zamknęło. Niedługo mieszkanie Ryoty opustoszeje z przedmiotów przypominających mu Polskę, jej mieszkańców i minione chwile. Czy będzie mu brakowało jesiennych kasztanów, piwa, pierogów, bigosu, tramwajów, maty, Pałacu Kultury, Starówki? Czy będzie mu brakowało nas? Czy zatęskni? Zobaczymy, kiedy odwiedzi znowu Warszawę i czy przyjdzie na matę? Może będzie nas wspominał znad pałeczek i sake tysiące kilometrów stąd... Jedno jest pewne, nie zapomni, nie zapomni nigdy, bo i my nie zapomnimy. ...SAYONARA...

Anna Gruszka

Galerie:


Zdjęcia popełnili:
P. Nesterowicz
P. Roguski

           
Wszystkie Prawa Zastrzeżone
Warszawski Klub Aikido Aikikai - Paweł Zdunowski