|
25-26.11.2006 - krakowski staż z Yoshimitsu Yamada shihan (8 dan)
W dniach 25-26 listopada roku Pańskiego MMVI specjalnie dobrana (wskutek lenistwa, ważnych spraw wymagających natychmiastowego załatwienia, braku odpowiedniego pretekstu, itp innych potencjalnych uczestników) grupa aikidoków z naszego klubu uczestniczyć miała przyjemność niecodzienną w stażu z Yoshimitsu Yamada sensei, który odbył się w mieście Krakowie. Grupa liczyła dusz sześć, z czego połowa z dojo Koło (Monika Buczak, Justynka Krzemińska oraz niżej podpisany), a reszta z Choszczówki (Paweł Tworek, Monika Wójtowicz, Tomasz Wiśniewski).
Dzień pierwszy stażu powitał nas słońcem i wcale wysoką temperaturą. Podróż do Krakowa upłynęła szybko oraz w warunkach komfortowych (tu szczere i gorące podziękowania dla Moniki B. ps "Tygrys" za organizację wyjazdu)- przy niebagatelnym udziale dwóch uczestników, którzy wycofali się z imprezy w ostatniej chwili. Skutkiem rzeczonego zdarzenia w przedziale przeznaczonym dla ośmiu osób podróżowało osób sześć - panowie, tak trzymać :). Po przywitaniu się z dworcem PKP w Krakowie ruszyliśmy do dojo (TS Wisła), gdzie dotarliśmy 1,5 godziny przed stażem w radosnym przeświadczeniu, że na spokojnie się przygotujemy, a i pokonwersować sposobność będzie. Nadzieje okazały się złudne, a obrócił je wniwecz Sleevka, uległszy urokowi napotkanej przy pokoju rejestracyjnym studentki psychologii, która koniecznie chciała przeprowadzić na nas "krótką, anonimową ankietę". I zapewne wymówilibyśmy się brakiem czasu (w końcu wiązanie hakamy trwa), gdyby nie wspomniany uczestnik, który, usłyszawszy propozycję, wypalił: "bardzo chętnie dam się przebadać". Efekt był taki, że mieliśmy sporą szansę na spóźnienie się na pierwszy trening...
Sam staż niewątpliwie zasługiwał na uwagę. Yamada sensei pokazywał aikido nieco inne od nam najbardziej znanego, jego techniki wymagały zdecydowanie więcej przestrzeni. Z sobotnich treningów zapamiętałem głównie techniki z ataku katate dori w układzie gyaku hanmi, których esencją była ucieczka tenkanem przed atakiem tori, a następnie wytrącenie uke z równowagi poprzez obniżenie własnej pozycji (Yamada sensei silnie akcentował pracę pozycją zamiast pracy barkami) oraz skierowanie w dół trzymanej ręki (nieomalże wykonane kokyu nage). Sporym plusem była ilość czasu przeznaczana na ćwiczenie technik - może nie wystarczała na perfekcyjne opanowanie ;-), ale na pewno sporo można było zapamiętać.
Sobota, poza atrakcjami ściśle związanymi z aikido, zawierała w sobie również wycieczkę po rynku krakowskim, połączoną z odwiedzinami kilku starannie wyselekcjonowanych lokali gastronomicznych (pozdrowienia i podziękowania dla Mariusza z Krakowa, który z werwą oprowadzał nas po rynku, udzielając przy okazji opisu co ciekawszych miejsc, a ponadto cierpliwie znosił notoryczne chrzczenie go "Łukaszem" oraz "Krzysztofem"). Lokalom gastronomicznym odwdzięczyliśmy się za gościnę toczeniem kulturalnych rozmów na tematy wszelkie oraz wzbogacaniem lokalnego kolorytu. Ostatnim z odwiedzonych lokali okazała się być pizzeria, gdzie, poza oczywistą pizzą, mieliśmy okazję raczyć się znakomitym chianti (podziękowania dla Pawła za doskonałą rolę sommelier), po opuszczeniu której udaliśmy się na pogawędkę oraz dokonanie paru zdjęć (aparatem... Sony CyberShot) ze Smokiem Wawelskim. Smok okazał się być wcale towarzyski, acz gustował w raczej lakonicznych wypowiedziach. I, ku rozpaczy wszystkich, nie chciał ani razu zionąć.
Niedzielny trening obfitował głównie w techniki oparte na pół-tenkanie (cytując za Yamada sensei: "half tenkan") - takim niedokończonym tenkanie, po którym stopy stoją równolegle do siebie. Znakomite ćwiczenie na poprawę kontroli nad prowadzonym uke - bardzo wyraźnie widoczna jest u tori praca barkami. Z niemałym podziwem obserwowałem prowadzącego, któremu, wydawało się, przychodzi to bez większego wysiłku - z powtórzeniem po nim bywało naprawdę różnie.
Reasumując, wyprawa na staż była niewątpliwie owocna. Dobrze jest rozszerzyć swoje horyzonty techniczne o bardzo przestrzenne techniki, zwłaszcza obserwując nauczyciela z tak wysokim stopniem. I do tego niezapomniana atmosfera Krakowa... Wielkie podziękowania dla organizatorów.
Michał Miącz
Galerie:
|